niedziela, 5 listopada 2017

"Buziaki"

     Podczas jednego z porannych spacerków Izerek znalazł skarb. Wiadomo, że jest on mistrzem  w wynajdywaniu chlebka na trawnikach, ma chyba wszczepiony jakiś radar. Jednak gdy coś leży, szeleści, rzuca cień to wzbudza w psinie wielkie zainteresowanie, często podszyte strachem. Tym razem górę wzięła ciekawość i instynkt zdobywcy. Na chodniku leżało coś, z daleka wyglądała jak papier lub reklamówka w kolorze...różowym. Izercio zaciekawiony podbiegł szybko i wziął tę rzecz do pyska. Ze śmiechu prawie się przewróciłam. Był to smoczek. Zabawkowy, w kształcie ust. Dziwnym zbiegiem okoliczności Izerek złapał go zębami we właściwy sposób i powalił mnie swym urokiem. Psina wszelkie zabawki traktuje jako zdobycz i wówczas jego celem jest jak najszybsze dotarcie do domu i schowanie zdobyczy w bezpiecznym miejscu. Tak było i tym razem, ale mijający nas ludzie pękali ze śmiechu widząc pieska z takimi "botoksowymi", obrzydliwie różowymi usteczkami. Po wejściu do mieszkania od razu pobiegł do pana. Gdy ten, zaspany jeszcze, spojrzał na pochylający się nad nim pysk pieska, oniemiał. Bo też Izerek wyglądał oszałamiająco i rozbrajająco. 








wtorek, 10 października 2017

"Czuję, że żyję"

      Po czasie leczenia dolegliwości na łebku Izerek mógł zacząć normalnie żyć. Dla niego normalnie oznacza tarzanie, chodzenie bez smyczy, pływanie w morzu czy jeziorze i zabawy z Abi. Wreszcie może używać, choć znów nie do końca. Pogoda średnia i morze wzburzone, chodzi często na smyczy, bo inna suczka, jedna z tych bliżej znanych ma cieczkę.


     Zatem wywozimy Romea do lasu, choć wysiłki, by nauczyć go zbierania grzybów są marne. Piesek biega od jednej osoby do drugiej, podgryza patyki i trawy, a po 2 godzinach daje sygnał do odjazdu. Wie, czego chce. W niedzielę też był na grzybobraniu, ale nad jeziorem, aby mógł popływać. 








 A po powrocie do domu.....



sobota, 16 września 2017

"Oszpecony"

     Czytelnicy bloga wiedzą, że jedyną miłością i towarzyszką zabaw Izerka jest goldenka Abi, sąsiadka, równolatka, sympatyczna wariatka. Abinka ma energii za dwoje, zawsze wpada na Izercia taranem, kładzie go na łopatki i szarpie do granic przyzwoitości. On się poddaje, czasem próbuje dominować, choć to nie w jego stylu, ale uwielbia Abinkę nade wszystko.
        Gdy wyjechaliśmy na urlop i psina został z dziadkami, na spacerze spotkał swą ukochaną. Oczywiście szaleństwom nie było końca. Jednak okazało się, że w czasie tej zabawy sunia zdrapała go pazukiem, przypadkiem, nie pierwszy raz. Drobna ryska, centymetrowa może, następnego dnia zrobiła się czerwona, potem zaczęło się z niej sączyć, plama na głowie robiła się coraz większa. Okazało się, że wdało się jakieś zakażenie. Weterynarz powiedział, że to całkowity przypadek, mogła mieć coś z ziemi pod pazurkiem. A że Izerek jest wrażliwcem, arystokratą, to dziwne przypadki zdarzają się właśnie jemu. Dostał antybiotyk, ranę wysmarowano środkiem odkażającym. Ale sącząca się  wydzielina nie pozwalała na szybkie gojenie i weterynarz podjął decyzję o wygoleniu części psiego łepka. Była to słuszna decyzja, od tej pory wszystko goiło się szybko, wkrótce pojawił się strupek. Jednak Pysio był nieszczęśliwy. Nie mógł bawić się z pieskami, nie mógł czochrać się w legowisku czy na trawie, co uwielbia, a najgorsze było to, że nie mógł jeździć się kąpać. Myślę też, że wstydził się pokazywać koleżankom na osiedlu, taki oszpecony, brudny, chory:). 
        Gdy tylko ostatni strup odpadł, zabrałam pieska nad morze. Szalał, jakby był tam po raz pierwszy. Potem pojechał nad jezioro. Łysinka zarastała nierównomiernie, pojawiały się kępki włosów, ale już z podniesioną głową chodził po osiedlu. Teraz wszystko wróciło do normy, po oszpeceniach nie ma śladu.

 
 

środa, 23 sierpnia 2017

"Jak dobrze wstać, skoro świt..."

     W kwestii rannych pobudek rozumie mnie tylko Izerek. Na niego zawsze można liczyć, czy słońce, czy deszcz, zawsze gotów do towarzyszenia swojej pani. Dlatego zabieram go czasem skoro świt nad morze, aby pobiegał swobodnie, powyławiał patyki, kamyki i inne takie. Plaża jest wtedy pusta i nikt nie marudzi. Poza tym nie ma jeszcze nikogo, kto przyniósłby chlebek dla ptaków, który Izerek błyskawicznie wykrada.
      Po powrocie do domu pani pije kawkę, a pieska przejmuje pan, aby spłukać go ze słonej wody. Uczciwy podział obowiązków.










Po kąpieli obowiązkowe tarzanie się na ręczniku czy kocu, potem picie i drzemka.


 

sobota, 8 lipca 2017

"Jestem gościnny..."

    Przez tydzień Izerek miał w domu towarzystwo swej starej znajomej - ciotki Luśki. Lulka jest     12 -letnią suczka z charakterkiem. Może łagodnieje wraz z upływem czasu, ale nadal jest zadziorna i wie, czego chce.
    Nasze psiaki znają się i zadziwiająco dobrze tolerują. Tak jak z Izerkiem nie ma problemu w kontaktach z innymi pieskami, tak Luśka nie każdego lubi i nie każdy się z nia dogaduje. Każde z nich ma swoje przyzwyczajenia, ale generalnie to niekłopotliwe psiaki. Spacerek, jedzenie, spanie, spacerek, jedzenie, spanie, spacerek, spanie.
      Izerek musiał wykazać się wielką cierpliwością i trzeba mu przyznać, że stanął na wysokości zadania. Był bardzo gościnny, ale w granicach sobie znanych norm. Dla niego była to nowa sytuacja. Okazało się, że nasz piesek jest bardzo zazdrosny o względy okazywane Luśce. Potrafił nawet szczeknąć, abyśmy to właśnie jego zauważyli. Zachowywał się wtedy jak rozpieszczony jedynak.
     Najciekawiej było na spacerze. Z dwoma smyczami nie dało się iść, bo jedno chciało w tę, a drugie w inną stronę. Luśka drobiła małymi kroczkami, a dzikus pędził jak szalony. Więc  chłopak korzystał z wolności, bo to było najlepsze rozwiązanie. Ala czasem wiązała ich smyczami i Izerek prowadził Luśkę po swoim terenie. Musiała iść tam, gdzie on chciał, bo siły ma więcej.
     Jednak zdecydowanym plusem było to, ze podczas obecności Lulki Izerek normalnie jadł. Bez ponaglania, bez zachęcania, bez dosmaczania. Ba, nawet warknął na Lulę, gdy była zbyt blisko jego miski. Niestety dziś Luśki nie ma, więc fochy przy jedzeniu powróciły.

 Luśka piła z Izerka miski.





Chrapała mu nad uchem


 




















 

niedziela, 18 czerwca 2017

"To już prawie lato"

       I dlatego Izerek pojechał na wieś w odwiedziny do swojej ciotki Luśki. Dogadują się nieźle, choc Luśka, mimo, ze ma lat 12, to jest bardzo "charakterna". Jednak Izereka pogoniła tylko dwa razy, gdy próbował jej zabrać chlebek, który ona schowała na później.  
      Łąka zarosła trawami i dla psiny był to raj. Węszył, poszukiwał, krążył. Czasem było tylko widać ogonek, a bywało, ze i on znikał w gąszczu traw. Pozowanie nie było tego dnia specjalnością Izercia, bo tyle miał ważnych spraw. Zwiesił uszy, patrzył zawsze nie w tę stronę, był niecierpliwy. Ale trudno mu się dziwić.
       Zarówno on, jak i Luśka, "miastowe" pieski, gdy przyjeżdżają na wieś, to pierwszy dzień są "na czuwaniu". Obchodzą teren, nasłuchują, szczekają czasem.  Izerek ma zaburzony cały rytm dnia. Po powrocie do domu odsypia., ale sadzę, ze jest szczęśliwy.