sobota, 8 lipca 2017

"Jestem gościnny..."

    Przez tydzień Izerek miał w domu towarzystwo swej starej znajomej - ciotki Luśki. Lulka jest     12 -letnią suczka z charakterkiem. Może łagodnieje wraz z upływem czasu, ale nadal jest zadziorna i wie, czego chce.
    Nasze psiaki znają się i zadziwiająco dobrze tolerują. Tak jak z Izerkiem nie ma problemu w kontaktach z innymi pieskami, tak Luśka nie każdego lubi i nie każdy się z nia dogaduje. Każde z nich ma swoje przyzwyczajenia, ale generalnie to niekłopotliwe psiaki. Spacerek, jedzenie, spanie, spacerek, jedzenie, spanie, spacerek, spanie.
      Izerek musiał wykazać się wielką cierpliwością i trzeba mu przyznać, że stanął na wysokości zadania. Był bardzo gościnny, ale w granicach sobie znanych norm. Dla niego była to nowa sytuacja. Okazało się, że nasz piesek jest bardzo zazdrosny o względy okazywane Luśce. Potrafił nawet szczeknąć, abyśmy to właśnie jego zauważyli. Zachowywał się wtedy jak rozpieszczony jedynak.
     Najciekawiej było na spacerze. Z dwoma smyczami nie dało się iść, bo jedno chciało w tę, a drugie w inną stronę. Luśka drobiła małymi kroczkami, a dzikus pędził jak szalony. Więc  chłopak korzystał z wolności, bo to było najlepsze rozwiązanie. Ala czasem wiązała ich smyczami i Izerek prowadził Luśkę po swoim terenie. Musiała iść tam, gdzie on chciał, bo siły ma więcej.
     Jednak zdecydowanym plusem było to, ze podczas obecności Lulki Izerek normalnie jadł. Bez ponaglania, bez zachęcania, bez dosmaczania. Ba, nawet warknął na Lulę, gdy była zbyt blisko jego miski. Niestety dziś Luśki nie ma, więc fochy przy jedzeniu powróciły.

 Luśka piła z Izerka miski.





Chrapała mu nad uchem


 




















 

niedziela, 18 czerwca 2017

"To już prawie lato"

       I dlatego Izerek pojechał na wieś w odwiedziny do swojej ciotki Luśki. Dogadują się nieźle, choc Luśka, mimo, ze ma lat 12, to jest bardzo "charakterna". Jednak Izereka pogoniła tylko dwa razy, gdy próbował jej zabrać chlebek, który ona schowała na później.  
      Łąka zarosła trawami i dla psiny był to raj. Węszył, poszukiwał, krążył. Czasem było tylko widać ogonek, a bywało, ze i on znikał w gąszczu traw. Pozowanie nie było tego dnia specjalnością Izercia, bo tyle miał ważnych spraw. Zwiesił uszy, patrzył zawsze nie w tę stronę, był niecierpliwy. Ale trudno mu się dziwić.
       Zarówno on, jak i Luśka, "miastowe" pieski, gdy przyjeżdżają na wieś, to pierwszy dzień są "na czuwaniu". Obchodzą teren, nasłuchują, szczekają czasem.  Izerek ma zaburzony cały rytm dnia. Po powrocie do domu odsypia., ale sadzę, ze jest szczęśliwy.



























niedziela, 11 czerwca 2017

"Jak Izerek witał wiosnę"

          Wiosna już się kończy zatem ostatni moment na wiosenny wpis. U dziadków na działce Izerek uwielbia się wcielać w postać piłkarza, oczywiście ze światowej czołówki. Czasem jest napastnikiem, czasem bramkarzem, wszystkie funkcje sprawuje perfekcyjnie. Ale gdy nie ma nikogo na "boisku" daje głośny wyraz swemu oburzeniu. Aby użytkownicy działek mogli odpoczywać, ktoś musi czynnie uczestniczyć w rozgrywkach. Najczęściej pan lub dziadek. Z wyboru:)





 


Po treningu czy tez meczu mały relaksik i potem wszystko zaczyna się od początku.